Szepty w Ciemnościach. O Snach, które Budzą Marzenia
Sny miewałam od zawsze.
Przychodziły, cicho, z drugiej strony zasłony. Szeptały nieznanym językiem duszy. Czasem były jak zapowiedź – pełne magii i światła. Innym razem jak koszmar, z którego trudno się wyplątać. Mój początek zmian jednak stał się zaczątkiem i lawiną snów niepokojących, pełnych ciemności i lasu. Prawdziwe koszmary, niczym „z ulicy Wiązów” 🙂
Marzenia? Też miałam.
Ale niektóre z nich okazały się snem cudzym. Wplecione w ciemność przodków, bez światła świadomości, prowadziły mnie nie do odkryć, ale do powtórzeń.
Powielałam historie, które nigdy nie były moje.
Z wielkiego snu o bezinteresownej miłości, jak z bajki, obudziła mnie choroba męża. Moja dusza – jakby przewidziała ten moment – ustawiła budzik na 7:00. Było to w 2008 roku. Wówczas to pojawiła się niepokojąca diagnoza.
Wtedy to „życie” bez delikatności zapukało do drzwi.
Wybudzałam się powoli.
Z życia, które wyglądało idealnie na zewnątrz. Miłość. Rodzina. Dom. A wewnątrz? Jakby to było cudze. Jakbym grała rolę napisaną przez kogoś innego.
Sny o szczęściu okazały się iluzją.
Śniłam, że mężczyzna mnie utrzyma, a ja – w zamian – będę gotować, sprzątać, kochać. I wszystko jakoś się ułoży. Śniłam też inny sen, że jeśli będę wystarczająco kochać, to on się zmieni.
A potem przyszedł czas bez snów.
Czarna pustka.
Bez stabilizacji i pieniędzy.
Bez mężczyzny i bliskich relacji.
Zostałam tylko ja. I moje przebudzenie.
Zaczęłam budzić się więc z kolejnych koszmarów:
– o idealnym związku,
– idealnej pracy,
– łatwych rozwiązaniach,
– odwzajemnieniu poświęcenia (to był chyba najtrudniejszy sen do porzucenia).
I właśnie wtedy coś zaczęło się zmieniać.
Symbolika snów – zaproszenie do przebudzenia
Zrozumiałam, że sny – te nocne i te życiowe – niosą obrazy, które mogą nas obudzić. Jeśli tylko się im przyjrzymy. Z troską. Bez oceny. Jakby mówiły:
„Hej… życie czeka. Nie śpij już.”
Sny a marzenia
Dziś wiem, że nie chodzi o to, by odróżniać jedno od drugiego. Ale o to, by śnić świadomie. By wrócić do tej dziewczynki, która leży na łące, patrzy w czerwone od zachodu niebo i… marzy. Dziś moje marzenia przychodzą we śnie. I nie boję się już tego, co zobaczę.
„Bo czasem trzeba się rozpaść, by zobaczyć, z jakiego snu byliśmy utkani.”
I wtedy – spojrzeć w niebo i powiedzieć:
„To co? Jeszcze raz. Ale tym razem – świadomie.”
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Kochani. Ten tekst napisałam po jednej z nocy, gdy sen zostawił we mnie obraz tak żywy, że nie mogłam go zignorować… Zaczęłam rozumieć, że moje marzenia nie zniknęły – tylko schowały się głębiej. I że właśnie tam, w cieniu, czekają na mnie. I… mam małe zadanie: Zapisz dziś swój sen. Jeden symbol. Jedno uczucie. Jedną wskazówkę. Zrób z tego mapę – nie umysłem, a sercem <3