Jak Przerwać Cykl Toksycznych Relacji i Wrócić do Siebie?
Dla tych, które wiedzą, jak boli
Nie chcę Ci mówić, że będzie łatwo. Ale chcę Ci powiedzieć, że to możliwe. Możliwe jest wyjść z relacji, która boli. Możliwe jest przestać powtarzać wzorce, które nie są twoje.
Znam ten ból. I dlatego piszę – dla ciebie. Dla każdej z nas. TO JEST MOŻLIWE.
Pierwszy krok?
Nie – nie uciekać, bo w ten sposób zagłuszasz głos, który cię ratuje. Nie przekonywać się, że „to minie”, bo pierwszy krok to prawdziwe spotkanie ze swoim lękiem.
Dobrze jest go zobaczyć i odnaleźć to, co leży u jego podstaw?
Dlaczego znowu wchodzę w relację, która boli?
Dlaczego tak trudno mi zaufać komuś, kto mnie nie rani?
To są pytania, których większość z nas unika, bo odpowiedzi potrafią obnażyć to, co długo skrywałyśmy. A jednak – to właśnie w tych odpowiedziach kryje się wolność. Możliwe, że będzie to wymagało terapii. Albo głębokiej rozmowy z samą sobą. Może nawet ze swoim partnerem – jeśli czujesz, że możesz.
Ale najważniejsze: przeszłość nie musi definiować twojej przyszłości. Nie jesteś sumą swoich rozstań. Nie jesteś tą, która „zawsze wybiera źle”. Jesteś tą, która dzisiaj widzi wyraźniej.
Zadaj dziś sobie pytanie:
„Czego się tak naprawdę boję w tej relacji – jego zachowania, czy tego, że będę musiała sięgnąć po swoją siłę?” Bo to może pomóc zobaczyć ci, że być może boisz się tej części siebie, której nie poznałaś jeszcze.
Zobacz swoje cierpienie
Nie da się wyjść z błędnego koła, jeśli udajesz, że nie ma rany. Często to, co nazywamy „miłością”, jest tylko desperacką próbą zagojenia czegoś, co od lat boli. Wchodzimy w relację, bo pragniemy ukojenia. Ale wybieramy osoby, które – nieświadomie – tylko pogłębiają ranę.
I dlatego musimy się zatrzymać.
Zapytać siebie:
– Która część mnie zgodziła się na tę relację?
– Czy to ta, która wie, czym jest zdrowa miłość?
– Czy może ta, która zna tylko ból.
Nie obwiniaj się. Ta część ciebie – skrzywdzona, zaniedbana – chciała tylko przetrwać. I może ten mężczyzna pojawił się właśnie po to, byś wreszcie zobaczyła tę ranę. I zaczęła ją leczyć.
Pozwól sobie na koniec
Czy boisz się końca? Ja się bałam. Bałam się, że jak coś się skończy, to nie będzie już nic. Bałam się, że jak zakończę relację, to coś we mnie pęknie nieodwracalnie. Ale prawda jest taka: czasem największym aktem miłości jest odejście. Nie z powodu nienawiści. Ale z powodu prawdy.
Zadaj więc znów sobie pytanie:
Czy zawsze ktoś inny kończył za mnie?
Czy potrafię wziąć odpowiedzialność za swoje „dość”?
Czasem nie potrafimy odejść, bo nosimy w sobie cudzy ciężar. Albo obietnicę: „Nie zostawię cię, bo ty też byłeś kiedyś zostawiony”. Ale nie jesteśmy od tego, by zbawiać. Jesteśmy od tego, by żyć w prawdzie.
Introspekcja:
„Co dla mnie znaczy słowo koniec? Jakie emocje się za nim kryją? Czyje zakończenia dźwigam w sobie – mamy, babci, siostry?”
Zadbaj o kwestie materialne i formalne

Zanim puścisz – zabezpiecz siebie. To nie chłód. To nie wyrachowanie. To akt miłości do siebie. Kobiety często nie odchodzą nie dlatego, że nie chcą – ale dlatego, że nie mają jak i nie mają dokąd. Brak mieszkania. Dzieci. Wspólne kredyty. Umowy najmu. Utrata gruntu pod nogami. Ja też to przeszłam. Nie mają może wsparcie bliskich, bo to tutaj jest kluczowe. Możesz nie mieć materialnie gruntu, ale jeżeli bliscy, przyjaciele wyciągają ręce w geście pomocy, to tak naprawdę masz już wiele.
Związałam się z kimś, kto mnie krzywdził – ale chcąc być „uczciwa”, podpisałam z nim wspólną umowę najmu. Pomyślałam: Niech wie, że traktuję go poważnie. Ale potem – gdy chciałam odejść – nie mogłam. On miał dokładnie takie same prawa. Musiałam wszystko uporządkować: umowę, rachunki. I dopiero wtedy mogłam odejść naprawdę.
Pamiętaj, że twoje bezpieczeństwo jest ważniejsze niż jego komfort.
Pozwól odejść – i sobie, i jemu
Kiedy już wszystko ułożone – puść. Nie odwlekaj, nie przekonuj się ostatni raz. Nie wchodź w grę „jeszcze tylko jedno słowo, jeszcze tylko jedna noc”.
Odejdź.
Nie jako ucieczka. Ale jako powrót do siebie. Pozwól, by to, co się skończyło, naprawdę się zakończyło.
Bez sceny, bez dramatu, bez kartek w drzwiach. Pozwól sobie odejść. Powtarzaj sobie: „Zasługuję na spokój. Zasługuję na życie bez strachu. Pozwalam sobie odejść z miłością – najpierw do siebie.” Powtarzaj tak długo, dopóki nie poczujesz, że słowa te wyryły w sercu, umyśle ścieżkę do odwagi.
Zacznij leczenie
To nie będzie od razu nowy związek. To nie będzie od razu światło. To będzie dziecko w Tobie, które – rozczarowane, zapłakane – wraca do ciebie i mówi: „Potrzebuję cię.” Nie partnera. Nie jego przeprosin.
ciebie.
I wtedy zaczyna się prawdziwe uzdrawianie. Nie zawsze z terapeutą – choć to cudowna droga. Czasem z pamiętnikiem, książką, medytacją czy wspólnotą kobiet. Może właśnie z wyrozumiałą rodziną, przyjaciółmi.
Jeśli nie stać cię na terapię, poszukaj interwencji kryzysowej. Szczególowe informacje chociażby znajdziesz TUTAJ. Są darmowe formy pomocy. Są kobiety, które już przeszły tę drogę i dziś chcą się dzielić wsparciem.
To jest czas, by sięgnąć po wszystko, co cię woła: modlitwa, oddech, journaling (dziennik), taniec, płacz. I to nie jest „proces naprawiania siebie”. To powrót do swojej prawdziwej natury.
Zakończenie – wracasz do siebie
Zawsze możesz zacząć od nowa. Nie od zera, ale z całą wiedzą, którą dały ci poprzednie relacje. Nie jesteś słaba – jesteś po prostu zraniona. A zranienie to nie to samo, co przegrana.
Bo masz prawo kochana być bezpieczna.
Masz prawo czuć się dobrze.
Masz prawo do relacji, która nie boli.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Znam ten ból kochani. Tę ciszę po kolejnej kłótni. Ten moment, gdy wiesz, że nie możesz już tak dalej, ale boisz się zrobić krok. Dlatego napisałam ten tekst – nie jako ekspertka, ale jako kobieta, która przeszła przez to piekło.
Dla każdej z nas, która boi się odejść.
Dla tej, która wciąż się waha.
Krok po kroku, z sercem na dłoni – pokazuję, jak możesz wrócić do siebie.
💗 To nie jest artykuł o „byciu silną kobietą”. To jest artykuł o byciu prawdziwą.