Jak (nie) Wychodzić z Błędnych Schematów Relacyjnych?
Czy zdarzyło Ci się kiedyś pomyśleć: „Jak to możliwe, że znowu wpakowałam się w taką samą historię?” Partner inny, fryzura nowa, ale scenariusz… jakby ten sam. Spokojnie – nie jesteś jedyna. Witamy w klubie powtarzalnych wzorców, czyli niekończącej się telenoweli, w której Twój mózg uparcie trzyma się starego scenariusza. Dlaczego tak się dzieje?
Znane = bezpieczne (nawet jeśli lekko toksyczne)
Mózg to sprytny leniwiec. Lubi to, co zna, nawet jeśli to nie działa. Dlaczego? Bo to znane. A znane to „bezpieczne”, czyli nie trzeba się wysilać. Tak jak z wygodnymi kapciami – może już rozwalone, może ledwao się trzymają, ale przecież są takie znajome, prawda?
Więc kiedy wchodzimy w kolejną relację, nasz wewnętrzny pilot automatyczny odpala tryb: „Znam to, lecimy dalej”.
Bo kiedyś to działało… a przynajmniej tak nam się wydaje
Twój mózg skrzętnie zapisał, że kiedy jako dziecko robiłaś wszystko, żeby mama się nie denerwowała – przynosiło to nagrodę w postaci spokoju domowego. Teraz, jako dorosła, robisz wszystko, żeby partner czuł się dobrze, a Ty… no cóż, jesteś „ta silna”, „ogarnięta” i wiecznie przemęczona. Przynajmniej jednak nie ma dramy, prawda?
Niestety: to, co działało kiedyś, niekoniecznie działa dziś. Ale stare przekonania potrafią być jak niechciane subskrypcje – wiszą, ciągną energię i ciężko się ich pozbyć.
Emocje rządzą, a my się im grzecznie kłaniamy
Wzorzec może być destrukcyjny, ale jeśli był podszyty ciepełkiem, uwagą, chwilowym bezpieczeństwem, to niestety… potrafimy za nim zatęsknić. Czasem wręcz z utęsknieniem czekamy na wiadomość od exa, który już trzy razy zostawił nas dla swojej „wolności”. Ale przecież mówił, że „nigdy nie kochał tak jak Ciebie”. To zapewne też znasz. No i boom – jesteśmy z powrotem w grze.
Bo nikt nie pokazał nam innych opcji
Jak się nie zna innego języka miłości niż ten oparty na kontroli, zależności i tłumieniu siebie, to… ciężko stworzyć zdrowy związek. Świadome związki nie są domyślnym ustawieniem. Tego trzeba się nauczyć. Podjąć trud i zaryzykować.
Na Drodze Serca uczymy się nowych ścieżek – takich, które nie kończą się urwiskiem i dramatem na trzy akty. Ale najpierw trzeba zobaczyć, że to, co znamy, nie musi być tym, czego chcemy.
Bo zmiana jest trudna.
I tutaj dochodzimy do sedna: zmiana jest trudna. I nudna. I czasem boli. Wymaga świadomości, pracy nad sobą, konfrontacji z tym, co było… A my przecież mamy pracę, dzieci, ciotkę z wyrzutami sumienia i seriale do nadrobienia.
Zamiast wejść w nową jakość, wolimy sięgnąć po stare – przynajmniej wiadomo, czego się spodziewać. To trochę jak z filmem, który już widzieliśmy. Ale… czy o to naprawdę chodzi?
Jak zatem wyjść z błędnego koła?
- Po pierwsze: rozpoznaj wzorzec – zapisz, kiedy się pojawia, jak się zaczyna, co go nakręca.
- Po drugie: zadaj sobie trudne pytanie: co ten wzorzec mówi o mnie? O moich potrzebach? O moim braku?
- Po trzecie: eksperymentuj. Zrób coś inaczej. Odezwij się inaczej. Nie zareaguj tak, jak zwykle.
- Po czwarte: uciekaj w stronę świadomości, nie wygody. To tam kryje się prawdziwa wolność.
- Po piąte: Droga Serca to droga odwagi. Ale też prawdy, lekkości i zdrowych relacji. Bo miłość nie musi boleć, żeby była prawdziwa.
Na koniec rada od serca: Nie musisz być wersją siebie z przeszłości. Twoje schematy to nie wyrok – to tylko stare ścieżki, po których można przestać chodzić. A potem wydeptać nowe. Z głową, z czułością, może nawet z lekkim śmiechem. I najlepiej z kimś, kto widzi w Tobie więcej niż tylko wzorzec do naprawy.
Z miłością <3
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


