
Czy Można Wyzdrowieć z Glejaka? Droga Serca do Uzdrowienia – Historia Prawdziwa
Wiele osób wpisuje w Google pytanie: „czy można wyzdrowieć z glejaka?” albo „czy ktoś pokonał glejaka?”. Ten artykuł jest moją osobistą historią i drogą, która pokazuje coś więcej niż statystyki – doświadczenie, emocje i świadomość. Ten post jes odpowiedzią, może nie jednoznaczną, ale taką, która daje wiarę, pokazuje, że TAK… to możliwe.
Gdy mój mąż zachorował na glejaka mózgu, świat – ten dobrze znany, oswojony – nagle się zatrzymał. Fundament, na którym zbudowaliśmy naszą miłość, rodzinę i codzienność, zaczął się kruszyć. To był czas próby. Choroba dotknęła nie tylko jego. Dotknęła nas wszystkich – mnie i nasze córki. I nie była to tylko walka z medycznymi objawami, takimi jak obrzęk, utrata pamięci czy paraliż. To była podróż w głąb.
Zrozumieliśmy szybko, że samo leczenie ciała to za mało. Pojawiła się potrzeba sięgnięcia głębiej – do źródeł. Wyruszyliśmy więc w podróż, której wcześniej się nie spodziewaliśmy. Praca z emocjami, z myślami, z duchem. Od radykalnego wybaczania po medytację – to wszystko stało się naszym codziennym rytuałem. I właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa przemiana.
Gdy świadomość otwiera drzwi uzdrowienia
Mój mąż – człowiek o emocjonalnej amplitudzie od euforii po mrok – zaczął się uspokajać. Powoli, krok po kroku, odzyskiwał wewnętrzną równowagę. Z tą równowagą przyszły zmiany fizyczne: guz zaczął się zmniejszać, a obrzęk ustępować. Lekarze byli zaskoczeni. A my? My czuliśmy, że to nie tylko medycyna. To droga serca działa.
Naszą historię opisałam w książce „Mój mąż, mój anioł”, którą znajdziesz w Empiku, innych księgarniach oraz na stronie mojegosklepu. To, co wielu nazywa cudem, dla mnie było konsekwencją głębokiej przemiany. Przemiany świadomości. Bo kiedy człowiek otwiera się na nowe postrzeganie rzeczywistości – bardziej sercem niż głową – wtedy ciało potrafi pójść za tą zmianą.
Droga serca – przemiana, która uzdrawia
Zaczęłam rozumieć, że mój mąż, pracując nad sobą, tworzył nowe połączenia w mózgu. Nowe ścieżki myślenia, nowe schematy emocjonalne. Zaczął ufać. Życiu, sobie, mnie. I kiedy przestał walczyć z chorobą, a zaczął ją przyjmować z pokorą, jego ciało odpowiedziało uzdrowieniem.
Nigdy nie zapomnę dnia, w którym zobaczyliśmy wyniki rezonansu. Guz zmniejszył się o 30%. Te liczby dla lekarzy były sukcesem. Dla mnie – mistycznym potwierdzeniem, że droga serca naprawdę prowadzi do życia. Czułam wdzięczność, tak głęboką, że trudno ją ubrać w słowa. Każda komórka mojego ciała śpiewała „dziękuję”.
Dziś już wiem – uzdrowienie to nie przypadek. To efekt zmiany w świadomości. Gdy z poziomu serca przyjmujemy rzeczywistość taką, jaka jest, zamiast z nią walczyć – wtedy zmienia się wszystko. Uzdrowienie nie zaczyna się w szpitalnej sali. Ono zaczyna się w duszy. To droga serca, która uczy nas zaufania, akceptacji, obecności.
Wierzę, że każdy z nas może doświadczyć uzdrowienia – ciała, emocji, relacji. Potrzebna jest tylko gotowość. Na zmianę przekonań. Na przebudzenie i odważne wejście na ścieżkę, która nie zawsze jest łatwa, ale zawsze prowadzi do prawdy.
I to jest właśnie droga serca. Moja. Mojej rodziny i może również Twoja?
Ale pomimo tej świadomości, zdałam sobie sprawę, że powtarzam pewien schemat, o którym piszę poniżej.
Czasem spotykamy mężczyznę, który wydaje się być wszystkim, o czym marzyłyśmy. Jest wartościowy. Czuły. Ludzki. A może nawet spełnia wiele zewnętrznych kryteriów – jest majętny, zadbany, i jak to mawiamy: „nadaje się do życia”. I kiedy on nas odrzuca, rozpada się w nas coś więcej niż tylko relacja. Pęka obraz. Złudzenie. Nadzieja. I pojawia się pytanie:
„Co ze mną nie tak, że mnie nie wybrał?”
Otóż… wszystko z tobą jest TAK.
Może pytanie powinno brzmieć inaczej:
„Jaką część siebie ja wcześniej odrzuciłam, by z nim być?”
Bo zanim ktokolwiek odejdzie od nas na poziomie fizycznym – często my pierwsze opuszczamy siebie.
Może po kawałku, delikatnie, niezauważalnie…
Rezygnacja z siebie
Rezygnując z tej kobiety w nas, która:
• jest z natury niezależna, choć on pragnie kogoś uległego,
• magiczna i artystyczna, gdy on potrzebuje „normalności” i „stabilizacji”,
• głęboko duchowa, choć jego świat kończy się na tym, co da się zmierzyć i wytłumaczyć,
• wolna, a on marzy o przewidywalności.
I wtedy nagle przychodzi olśnienie:
„On mnie nie odrzucił.”
To moja dusza powiedziała:
„Nie możesz się skurczyć. Nie dla miłości. Bo jeśli się zgodzisz, zdradzisz siebie.”
I to boli. Tak, cholernie boli. Bo to nie tylko strata mężczyzny. To świadomość, że byłabym gotowa poświęcić siebie, by nie być znów odrzuconą. I w tej świadomości jest żal, smutek. Ale też moc. Bo jeśli zamiast pytać „Dlaczego mnie nie chciał?”, zaczniemy pytać:
„Kogo ja nie chciałam widzieć w sobie?” Prawda szybko się ujawni.
I wtedy nagle coś się prostuje. Wraca oddech. Wzrasta godność.
Być może płaczemy nie dlatego, że ktoś nas odrzucił, ale dlatego, że wreszcie wybieramy siebie.
I to jest najpiękniejszy powód do łez.
Refleksje
I zamiast zagłębiać się we wspomnienia, które jako jedyne są mostem do potrzymywania żalu możesz usiąść, wziąć notes, długopis i krok po kroku odpowiedzieć sobie na poniższe pytania:
- Kim chciałam być dla niego, a kim naprawdę jestem?
- Jaką wersję siebie próbowałam ukryć, stłumić, pomniejszyć?
- Czy płaczę dlatego, że on odszedł, czy dlatego, że musiałabym siebie zdradzić, by został?
- Czy naprawdę tęsknię za nim… czy za obrazem siebie w tej relacji?
- Gdybym miała już nigdy nikomu się nie dopasowywać – kim bym była?
Moja droga, Mój drogi. Jeśli tu trafiłaś/trafiłeś, być może szukasz odpowiedzi lub nadziei. Możesz napisać swoją historię w komentarzu – nie jesteś w tym sam/a ❤
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


