O Tym, jak Żyjemy Reaktywnie Zamiast Tworzyć Siebie od Wewnątrz
„Łatwiej zabrać niż stworzyć.
Łatwiej obwiniać niż wziąć odpowiedzialność.
Łatwiej „uwiesić się” na kimś lub czymś – niż zbudować własną niezależność.
Bo to, co widać na zewnątrz, jest prostsze. Wystarczy sięgnąć, zareagować, kliknąć, porównać. Nie wymaga to wysiłku, a jedynie chwili reaktywności.
Ale kiedy przyjdzie czas przejścia, co zabierzesz ze sobą? Jak chcesz włożyć materialne w duchowe?
Tworzenie wewnątrz wymaga mocy. Takiej, której świat zewnętrzny nigdy nam nie da.”
Reaktywność – choroba współczesności
Żyjemy w świecie, który popycha nas w stronę natychmiastowej reakcji. Ktoś coś napisał? Odpowiadam.
Nowe powiadomienie? Sprawdzam.
Nowy trend? Już go śledzę.
Zamiast tworzyć – reagujemy.
Zamiast skupiać się na drodze – patrzymy w bok.
Jakiś czas temu przeczytałam o takim pojęciu jak ekonomia uwagi. Naukowcy dowiedli, że sama obecność telefonu w pomieszczeniu może obniżać naszą zdolność koncentracji. Nawet jeśli go nie używamy. Wystarczy, że „czai się” gdzieś w tle, a nasz umysł już jest gotowy na sprawdzenie, czy pojawiły się nowe wiadomości. Z przyzwyczajenia sięgamy po to, co szybkie i łatwe.
Zamówienie dociera w 24 godziny, filmik trwa 15 sekund, a lajki sypią się w sekundę po publikacji.
Mózg lubi to. Jest tak zaprojektowany – woli małą nagrodę teraz, niż większą później. Kiedyś to była strategia przetrwania. Dziś? Mechanizm uzależnienia od natychmiastowej gratyfikacji. W efekcie coraz trudniej nam czekać, konsekwentnie działać, tworzyć coś trwałego. Łatwiej zareagować na świat zewnętrzny niż wejść w proces, który wymaga ciszy, cierpliwości i wytrwałości.
Co tracimy, gdy żyjemy reaktywnie?
Tracimy kontakt z sobą. Z tym, co naprawdę chcemy, czujemy, potrzebujemy.
Tracimy głębię – bo nasze działania są odpowiedzią na bodźce, nie wyborem z wnętrza.
Tracimy odpowiedzialność – bo łatwiej winić okoliczności niż przyznać, że to my kierujemy sterem.
Tracimy niezależność – bo dajemy się definiować przez opinie, porównania, trendy i cudze wizje sukcesu.
A przecież wewnętrzna moc nie powstaje z reakcji. Powstaje z tworzenia.
Tworzenie do wewnątrz
Tworzenie wewnątrz to proces, czasem powolny, często niewygodny, ale zawsze prawdziwy. Nie widać go na Instagramie. Nie ma filtrów. Nie da się go zmierzyć liczbą lajków. To decyzja, by zatrzymać się, zamiast reagować. By zadać sobie pytanie:
„Czy to, co teraz robię, przybliża mnie do mnie?”
Tworzenie to budowanie swojej świadomości, zaufania do siebie, odwagi by być sobą – nawet wtedy, gdy świat idzie w inną stronę.
Jak wrócić do tworzenia
Aby wrócić do tworzenia, czasem wystarczy kilka drobnych zmian. Nie musi to być rewolucja.
- Na początek wyłącz powiadomienia. Nie musisz wiedzieć wszystkiego natychmiast. Świat poczeka.
- Codziennie zapytaj siebie „Co dziś stworzyłam, a nie tylko skonsumowałam?”
- Wprowadź codzienny rytuał ciszy. Może to być spacer, medytacja, pisanie, modlitwa – cokolwiek pozwala Ci usłyszeć siebie.
- Zaprojektuj długoterminowy cel. Niech będzie Twoim kompasem. Reaktywność działa chwilowo, ale tworzenie wymaga kierunku.
- Nie porównuj się. Porównanie to kradzież radości, a przecież każdy ma inną ścieżkę, inny rytm, inne lekcje.
Co zostaje?
Kiedyś ludzie długo pracowali, oszczędzali, uczyli się cierpliwości. Wiedzieli, że na coś prawdziwego trzeba zapracować. Dziś – mamy świat natychmiastowych nagród i złudnych skrótów.
Ale wszystko, co zewnętrzne, jest kruche.
To, co zostaje, to Twoje wnętrze. Twoja świadomość. Twoja moc.
To, co stworzyłaś sama, w ciszy i prawdzie – tego nikt Ci nie zabierze.
Takie w ostatnim czasie nawiedzają mnie refleksje. I wcale nie z obserwacji innych osób, lecz z obserwacji swoich myśli i przyzwyczajeń.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Pisząc ten tekst, miałam w sobie sporo refleksji. O tym, jak często wpadamy w pęd, w którym łatwiej zareagować niż poczuć. Łatwiej kliknąć niż stworzyć coś własnego. A przecież to, co naprawdę wartościowe, powstaje w ciszy, z uważności, z kontaktu ze sobą.
Dziś przypominam sobie (i Tobie też), że tworzenie to nie obowiązek, ale przywilej. To powrót do swojej mocy – tej, której świat zewnętrzny nigdy nam nie da.