Kiedy Kobieta Przestaje Czekać
Kobieta zraniona nosi w sobie mężczyznę, który nie dotrzymał słowa. Bo… za mało, za dużo…
Czasem był to ojciec – nieobecny ciałem lub duchem. Daleko.
Czasem mężczyzna, który obiecał świat, a zostawił pustkę.
Czasem los, który nauczył ją, że musi radzić sobie sama.
Ten mężczyzna żyje w niej jako Animus –
wewnętrzny głos, który mówi, jak ma być,
jak powinna się zachować,
jak przetrwać,
jak żyć…
Na początku był obrońcą.
Potem stał się strażnikiem.
A z czasem – sędzią.
Mówił jej, że musi być silna.
Że nie może ufać,
a miłość zawsze kosztuje więcej, niż daje.
Że jeśli odpuści, zniknie, zginie, przepadnie.
Więc nauczyła się dźwigać. Za dwoje… za rodzinę.
Być odpowiedzialna.
Przewidywać, kontrolować, ratować.
Być mądra przedwcześnie.
Jej serce było żywe, lecz ostrożne.
Jej czułość – warunkowa
a kobiecość – zamieniona w rolę.
Zraniona kobieta często przyciąga mężczyzn,
którzy potrzebują matki albo przeciwniczki.
Jednych wychowuje. Z innymi walczy.
Ale…
Z żadnym nie odpoczywa.
Bo w głębi duszy wciąż czeka na kogoś,
kto wreszcie przyjdzie.
Kto zauważy.
Kto weźmie odpowiedzialność.
Ale ten ktoś nie przychodzi.
I wtedy – podobnie jak u mężczyzny –
integracja zaczyna się od pęknięcia.
Coś w niej się wyczerpuje.
Siła przestaje być dumą.
Samowystarczalność zaczyna boleć.
Kontrola nie daje już bezpieczeństwa.
Zostaje sama – nie porzucona, lecz odsłonięta. Jak we śnie…
Bez narracji o tym, że „musi”.
Bez planu ratunkowego.
I w tej ciszy spotyka swojego Animusa
nie jako tyrana,
lecz jako energię, którą może przeformułować.
To moment, w którym przestaje walczyć z mężczyznami w świecie,
bo przestaje walczyć z mężczyzną w sobie.
Zintegrowany Animus w kobiecie nie krzyczy.
Nie rządzi.
Nie musi mieć racji.
Jest jak kręgosłup, który trzyma ciało,
a nie jak zbroja, która je usztywnia.
Dzięki niemu kobieta:
– potrafi powiedzieć „nie” bez poczucia winy,
– potrafi odejść bez dramatyzmu,
– potrafi wybrać bez usprawiedliwiania się.
Jej czułość nie znika –
staje się wyborem, nie przymusem.
Jej miłość nie jest już wołaniem o ojca
ani próbą zbawienia syna.
Dojrzała kobieta nie czeka, aż ktoś ją ocali.
Ale pozwala się spotkać… w nim… w sobie.
Nie oddaje siebie, by zasłużyć.
Ale dzieli się sobą, bo chce.
Jej „tak” ma wagę – „nie” ma spokój.
Jej obecność nie potrzebuje dowodu.
I kiedy spotyka mężczyznę, który przeszedł swoją noc,
nie patrzą na siebie jak na brak.
Patrzą jak na odpowiedź,
która nie przyszła z zewnątrz,
lecz z wnętrza.
To jest kobieta zintegrowana z Animusem.
Nie twardsza.
Nie zimniejsza.
Prawdziwsza.
Istnienie.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


