
Wzorce Rodowe co Dziedziczymy po Przodkach i Jakie są Nasze Wyzwania
O predyspozycjach, granicach i drodze, którą mamy do przejścia
Wiele osób zadaje sobie pytania: Czy wzorce dziedziczymy po rodzicach – przodkach?
Dlaczego pewne schematy powtarzają się w naszym życiu?
Skąd biorą się nasze skłonności, wybory, a nawet trudności?
Z mojego doświadczenia wynika, że rodzimy się z określonymi potencjałami – pewną wewnętrzną mapą, która nie jest przypadkowa. Ta mapa, to część większej historii. Historii naszego rodu. Wielu staje wobec wyzwania przebudowy tych schematów, szczególnie, jeśli niosły cieżar, traumę i ból.
Ale to, co dostajemy, nie jest wyrokiem, jest to raczej zaproszenie do zaciekawienia się i odkrycia mądrości ukrytej w tych pokoleniowych schematach.
To, co w nas zapisane
Przychodzimy na świat z określoną wrażliwością, sposobem odczuwania, reagowania i widzenia rzeczywistości. Jedni od dziecka czują innych ludzi głęboko. Patrzą na nich głębiej, jakby zaglądali wprost do ich serca – duszy. Odczuwają z nimi. Płaczą z nimi. Inni z kolei mają w sobie tę naturalną siłę działania. Nie zastanawiają się skąd u nich pęd ku roli działacza, twórcy z poziomu często materialnego. Jeszcze inni – posiadają naturalną potrzebę porządku, kontroli albo wycofania.
To nie jest przypadek. Często są to jakości, które pojawiały się wcześniej w naszym rodzie. Przekazywane nie tylko poprzez wychowanie, ale też poprzez subtelniejsze poziomy, któych na codzień nie widać: atmosferę domu, emocje, niewypowiedziane historie.
To, co było sposobem radzenia sobie naszych przodków, staje się naszym punktem wyjścia.
Jak powstaje „matryca życia”
Kiedy dorastamy, nasze naturalne predyspozycje spotykają się z tym, co dostajemy od rodziców:
- ich przekonania
- ich sposób przeżywania świata
- ich lęki i strategie przetrwania
I wtedy zaczyna się coś bardzo ważnego. To, co było tylko na wczesnym etapie życia skłonnością, zaczyna się utrwalać. Staje się pewną matrycą, sposobem myślenia, reagowania i wyborów, które wydają się być tak bardzo „oczywiste”. I to nie dlatego, że są jedynym wyborem i możliwością, ale dlatego, że są nam znane.
Przykład: kobieta, która daje za dużo
Poniższy przykład jest znany wielu kobietom. Jeśli w rodzinie poświęcały się dla innych, stawiały potrzeby bliskich ponad swoje, pracowały ponad siły i nie miały przestrzeni dla siebie, to kolejne pokolenie często przejmuje ten wzorzec. W sposób naturalny – „znany im od zawsze”. Taka osoba czuje potrzeby innych, wobec czego łatwo wchodzi w rolę wspierającą. Odnajduje się doskonale w pomaganiu. Często wybiera zawody związane z opieką, terapią, edukacją, służbą. I to jest jej cenny dar, który rozdaje i dzieli się. Jednakże ten sam dar może mieć swoją drugą stronę.
Może pojawić się:
- trudność w stawianiu granic
- zaniedbywanie własnych potrzeb
- poczucie odpowiedzialności za innych
- wewnętrzne zmęczenie, które trudno nazwać.
Owo zmęczenie, którego nie da się do końca nazwać może nie wynika tylko z pracy czy obowiązków. Wynika z bycia dla wszystkich… oprócz siebie. To nie jest złe. To nie „błąd”, lecz niedokończona historia, która wymaga dalszego opowiedzenia. Wymaga zmiany zakończenia, o którym wcześniej może nikt nigdy nie powiedział, że można inaczej. Że można kochać, nie tracąc siebie i być blisko, nie przekraczając własnych granic. Że troska nie musi oznaczać rezygnacji z własnego życia, że można służyć bez utraty sił.
Gdzieś jednak to się rozpoczęło. Może u wykorzystywanej i nadużywanej babci. Może i niedostrzeżonej i nieprzyjętej do rodziny kobiety. A może w przerwanej energii, która jak czarna „luka” pochłania to, czego jej nie dano.
Dar i cień są nierozłączne
To, co w nas najpiękniejsze, często jest też tym, co wymaga największej świadomości.
Wrażliwość może prowadzić do głębokiego rozumienia ludzi. Ale może też sprawić, że przestajemy widzieć siebie.
Siła może dawać sprawczość. Ale może też prowadzić do kontroli i napięcia.
Oddanie może być miłością. Ale może też stać się rezygnacją z siebie.
Dlatego nie chodzi o to, żeby „usunąć” nasze cechy. Chodzi o to, żeby je zobaczyć w całości.
Moja droga – między rozumieniem a granicą
W moim doświadczeniu bardzo naturalne było rozumienie innych ludzi. Widzenie głębiej, czucie emocji, patrzenie na życie także z poziomu duchowego. To wszystko przychodziło samo, naturalnie.
Ale właśnie tam pojawiło się moje wyzwanie. Z czasem zaczęłam widzieć, że to, co jest moim darem, może prowadzić do przekraczania siebie. Do braku granic i do mieszania tego, co czuję i interpretuję, z tym, co jest faktem. Moją drogą stało się więc uczenie się równowagi. Moim celem jest uczenie się stawiania granic. Wyzwaniem jest oddzielania emocji od rzeczywistości i trwania w empatii, ale bez rezygnacji z własnych potrzeb. Dziś każdego dnia zadaję sobie dwa pytania: „co czuję?” oraz „czego potrzebuję?”
I to nie jest coś, co „naprawiam” lecz integruję, scalam, by poznać i doświadczyć „niepoznanego”. By nauczyć się samodzielnie tego, czego w tym nurcie czasu nie przekazali mi przodkowie.
Wzorce jako wskazówka, nie ograniczenie
To, co dziedziczymy, bardzo często pokazuje nam dwie rzeczy jednocześnie: w czym mamy naturalny potencjał i co mamy do przepracowania.
To jest jak mapa, która nie mówi: „tędy musisz iść” lecz pokazuje: „tu jest Twoja droga”. A to istotna różnica. Można powiedzieć zatem, że nasze predyspozycje są częścią przeznaczenia. Ale sposób, w jaki z nimi żyjemy jest już naszym osobistym wyborem. I nie musimy już spoglądać za siebie, wybierając lojalność wobec przodków, lecz zauważać swe uczucia i potrzeby. Możemy też to zobaczyć ich słabości i świadomie zmienić kierunek bez zaniedbywania i odrzucania siebie – rozwijając się.
I na zakończenie:
Być może to, co w Tobie jest najtrudniejsze, jest jednocześnie tym, co prowadzi Cię najbliżej Twojej drogi. A to, co odziedziczyłaś czy odziedziczyłeś jest jej początkiem.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Pisząc ten tekst czułam ogromne poruszenie i miłość, do wszystkich moich przodkiń. Zobaczyłam w ich trosce o mężczyzn i dzieci dar. Bo dzięki niemu jestem „kobietą z wieloma dziećmi”. Dzięki nim poświęciłam tak wiele lat tym najmłodszym, których łatwo w świecie oszukać, wykorzystać, nakrzyczeń. Którzy są mali lecz tak bardzo „wielcy”, bo są naszymi nauczycielami ❤️