
Szalona czy Świadoma? Co Oznacza „Tracić Zmysły” – Potencjał
Bycie szaloną jest jednym z moich potencjałów rodowych. Zresztą zapewne nie tylko moim, bo z tego, co wiem, wiele pokoleń jest naznaczonych „szaleństwem”. Słyszymy to słowo mimochodem, czasem z uśmiechem, czasem z niepokojem. U wielu z nas coś w nas się wtedy napina, jakby ktoś dotknął miejsca, które od dawna czeka na uwagę.
Bo kto właściwie jest „szalony”? Czy to człowiek czujący za dużo? Czy ten, kto widzi więcej niż inni chcą zobaczyć? A może ten, kto nie potrafi już udawać, że wszystko jest w porządku?
Co naprawdę znaczy „tracić zmysły”?
W codziennym języku brzmi to jak coś groźnego. Jak moment, w którym człowiek wypada z rzeczywistości, z normalnego myślenia i działania.
Ale jeśli przyjrzeć się temu głębiej… „Tracić zmysły” często oznacza, że: czujemy tak intensywnie, tak bardzo, że nasze dotychczasowe sposoby radzenia sobie przestają wystarczać. To moment przeciążenia. Moment, w którym coś w nas mówi:
„już nie mogę udawać, że tego nie ma”
W tym stanie świat wewnętrzny zaczyna być głośniejszy niż zewnętrzny. Może przerażać, a my czujemy, że nie mamy dokąd uciec. Ale to nie zawsze jest koniec. Czasem to początek.
Rodowe „szaleństwo” – historia, która chce być zobaczona
W wielu rodzinach są takie opowieści, o których mówi się półgłosem.
Ktoś „stracił zmysły”.
Ktoś „nie wytrzymał”.
Ktoś „był inny” – niecodzienny, „nienormalny”.
Zwykle zostaje po tym cisza. Ale jeśli spojrzeć inaczej, można zobaczyć coś jeszcze.
Można zobaczyć ludzi, którzy czuli więcej, niż mieli przestrzeni, by to unieść. Ludzi, którzy nie mieli narzędzi, by rozumieć swoje wnętrze – którzy byli wrażliwi w świecie lub którzy tej wrażliwości nie rozumieli.
To nie była tylko historia tragedii. To była historia niewyrażonego potencjału.
Gdzie kończy się dar, a zaczyna zagrożenie?
Wrażliwość sama w sobie nie jest problemem. Problem pojawia się wtedy, gdy nie ma dla niej miejsca.
Kiedy czujemy wszystko naraz, bez oparcia – łatwo się zgubić. Można zacząć wierzyć każdej myśli lub odpływać za daleko od rzeczywistości. Można żyć w skrajnościach – jakby pomiędzy światami.
To jak bardzo silna energia bez kierunku. I właśnie dlatego tak wiele osób z ogromnym potencjałem zostało kiedyś nazwanych „szalonymi”. Nie dlatego, że byli „za słabi”. Ale dlatego, że byli za bardzo otwarci bez wsparcia.
Potencjał „szaleństwa” – czyli co kryje się pod intensywnością
To, co często nazywamy szaleństwem, bardzo często jest głębokim czuciem lub żywą intuicją. To twórcza wyobraźnia – zdolnością widzenia tego, co ukryte. Wcale nie trzeba tego naprawić. To coś, co trzeba nauczyć się prowadzić i ukierunkować.
Bo ta sama energia może albo rozproszyć życie i splątać albo je stworzyć.
Jak nie „stracić zmysłów”, tylko je poszerzyć?
Nie chodzi o to, żeby przestać czuć. Chodzi o to, żeby mieć gdzie to wszystko pomieścić. Ekspresja daje ujście. Może to być pisanie, mówienie, tworzenie – to nie są dodatki. To są sposoby, w jakie psyche odzyskuje równowagę.
I jeszcze coś bardzo ważnego: to, co czujesz, nie zawsze jest tym, kim jesteś. Kiedy pojawia się w Tobie obserwator – coś się stabilizuje.
Egzaltacja – przesada czy odwaga?
Wiele kobiet słyszy, że są zbytnio: „zbyt emocjonalne”, „zbyt intensywne”, „zbyt ekspresyjne”. Ale może to „zbyt” nie jest problemem. Może problemem jest świat, który boi się głębi. Egzaltacja w swojej niedojrzałej formie może zalewać. Ale w dojrzałej staje się świadomym wyrażaniem życia.
Nie tłumi lecz tworzy.
Kim jest „szalona kobieta”?
Szalona nie jest tą, która straciła kontrolę. Jest tą, która: czuje więcej, niż ją nauczono. Widzi głębiej, niż jest wygodne i nie mieści się w schematach, które ją ograniczają. To kobieta, która uczy się trzymać swoją intensywność jak ogień. Nie po to, żeby go zgasić. Ale po to, żeby nie spalił jej świata.
Zamiast zakończenia
Może w Twoim rodzie też była taka historia. Warto rozpoznać ten potencjał. Może ktoś nie wytrzymał.
Może ktoś został nazwany „szalonym”.
A może… to właśnie przez Ciebie ta historia chce się domknąć inaczej. Nie przez tłumienie i ucieczkę. Ale przez świadomość.
Bo „szaleństwo” nie zawsze jest upadkiem.
Czasem jest energią, która pierwszy raz w historii rodu ma szansę zostać zrozumiana i przeżyta do końca 🌿
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Pisząc ten tekst, wracałam do miejsc w sobie, które przez lata próbowałam uciszyć.
Do tej części, która była „za bardzo”: za wrażliwa, za emocjonalna, za intensywna.
I długo wierzyłam, że coś jest ze mną nie tak. Że powinnam być spokojniejsza, bardziej poukładana, mniej czująca. Że wtedy będzie mi łatwiej – że wtedy będę „normalna”.
Ale z czasem zaczęłam widzieć coś innego.
To nie ja byłam „za dużo”.To przestrzeń, w której byłam, była za mała na to, kim jestem. Ten tekst powstał też – kochani – z pamięci – nie tylko mojej.
Z historii kobiet i mężczyzn, o których w rodzinach mówiło się szeptem.
Z tych wszystkich „szaleńców”, którzy może po prostu nie mieli języka ani wsparcia, by unieść swoją wrażliwość. Pisząc, czułam, że to nie jest tylko opowieść. To jest próba odzyskania czegoś. Nadania sensu temu, co kiedyś było odrzucone. Zobaczenia w „szaleństwie” nie tylko bólu, ale i potencjału.
Nie piszę tego jako ktoś, kto „już wie”. Piszę jako ktoś, kto wciąż się uczy:
Jeśli czytając ten tekst poczułaś, że jesteś „za bardzo” – to może właśnie jesteś dokładnie taka, jaka masz być. I może nie chodzi o to, żeby się zmieniać. Może chodzi o to, żeby nauczyć się siebie pomieścić. Z czułością💛