Wołanie o Transformację w Przestrzeni Rodu?
Linia rodu sięga, aż do jądra ziemi.
Oczywiście – Ci najbliżsi są na wierzchu – w zasięgu pamięci, jednak, gdy się otworzysz i dasz siebie poprowadzić w wędrówkę głębiej – doświadczysz jak bardzo to odległe, głębokie i mocodajne wyjść na spotkanie pełni rodu.
Wyobraź sobie, że kod Twojego DNA zapisany jest już w połowie w łonie Twojej Babci, a i w połowie w Twoim Dziadku. Jej komórki jajowe, Jego plemniki niosą materiał genetyczny Twoich rodziców, gdzie już jest część Twojego istnienia. I tak licząc wstecznie – Babica zakodowana jest już w materiałach pra-pra Babci i pra-pra Dziadka i tak głębiej i głębiej. Robi wrażenie prawda? Każdy z nas coś niesie w dziedzictwie?
Mój syn to wybitne podniebienie – skórki, tłuszczyk – fuj i ble… Moja babcia ma podobnie. Jestem leworęczna jak mojej babci siostra, empatyczna jak moja matka chrzestna – siostra mojej mamy. Ile z tego odkrywamy mocniej śledząc i poznając historie rodowe? Ile niesiemy z bycia lojalnym dla naszych przodków? Cyklicznie powtarzające się schematy, gdy często babka, matka i córka – trwają w nieszczęśliwych relacjach. Niepowodzenia finansowe synów, których ojcowie zaniedbali w relacjach, bo sami byli zaniedbani. Ostra nietolerancja na gluten, która cicho szepcze o głodzie w rodzie…. Ten i wiele, wiele innych historii, gdyby potrafić odkryć – swoje podłoże ma na poziomie rodowym i to z rodem należy pracować.
Czarne owce – dziedzice transformacji
Przychodzi taki moment w życu, że ród domaga się umocnienia i uzdrowienia. Wiele powtarzających się schematów, często różnych tragedii – to wołanie rodu o dziedzica, który udźwignie transformacyjne uzdrawianie rodu. Osoba ta często, z początku nieświadomie podejmuje się wielu różnych wyzwań. Manifestuje reszcie swoim zachowaniem, że coś tu nie gra. Często najpierw objawia to buntem, krytyką, walką, a nawet ucieczką daleko od korzeni. Transformujący dziedzicy często postrzegani są przez resztę rodziny jako „czarne owce”, odmieńcy, a co najmniej „inni”, „dziwni”. To mocne indywidualne charaktery, bo tylko moc jest w stanie powiedzieć „STOP” temu co nie służy, temu co ukryte w głębi ziemi i owiane tajemnicą niewiedzy jeszcze zza czasów dziada i pradziada. Gdy ta wybrana dusza schodzi na ziemię, już tam na górze umawia się na swój cel i plan duszy. W momencie narodzin czuję całym swoim ciałem, że właśnie do jądra ziemi po korzeniach rodowych idzie informacja: zeszłam, jestem gotowa podjąć się tej misji.
Z ciemności w światło
A ród WIE, a ród czeka na moment, gdy dusza jest gotowa zacząć tą wędrówkę. Przychodzą coraz to nowe sytuacje i doświadczenia – obserwując to z boku możemy się zaskoczyć „ILE JESZCZE” ta jednostka uniesie. Tyle – dokładnie tyle – ile jest w stanie udźwignąć i przetransformować. To bardzo wymagająca misja specjalna, ale również niewidzialna siła, która wspiera. Podnosi, gdy następują upadki. Przysyła Anioły w najróżniejszej postaci, by ta misja się wypełniła. Wszystko to co zostaje przetransformowane wraca do korzeni rodu w formie wzmacniającego dosilenia. To co ciemne, wypełnia się światłem, a cały ród ma jeszcze więcej zasobów by wspierać kolejne pokolenia. „Twoim dzieciom i wnukom będzie lżej o wszystko to co przetransformowane”. Czy to już samo w sobie nie jest najpiękniejszą motywacją?
Czas transformacji
Na transformacje rodowe mamy teraz piękne czasy. Bardzo dużo ludzi „budzi się” i staje gotowym do pracy – przede wszystkim nad samym sobą. Dzieję się to w idealnym momencie – ZAWSZE – o ile zostanie to właściwie odkryte, nazwane i przetransformowane. Im więcej wiemy, tym lepiej ta podróż smakuje – a bywa słono i gorzko, ciasno i ciemno, daleko poza strefami komfortu.
Zaczynamy?
Mama i tata – pierwsze lustra duszy
Schodząc na ziemię sami sobie wybieramy rodzinę, oraz wachlarz doświadczeń jakie chcemy doświadczyć. Gdy to odkryłam – każda komórka mojego ciała rozświetliła się uwalniającym oddechem. Zupełnie łatwiej patrzy się przede wszystkim na te trudne doświadczenia.
Zacznijmy od rodziców, najbliższej rodziny – najwięcej rodowych doświadczeń przychodzi w relacjach z mamą i tatą. Każdy psychoterapeuta od tego zaczyna znajomość ze swoim pacjentem. „A jak tam było w domu?”. Często jako dorośli wypieramy wiele rzeczy, by potem wręcz wylały się skumulowane i pochowane głęboko przez lata. By zatrząsły naszym obecnym światem i wtedy dopiero się zaczyna ta właściwa podróż.
Światło akceptacji dla rodu

Wejdź teraz głębiej i spójrz na wszystkich z Twojej rodziny bez wyjątku, którzy wzburzyli w Tobie, w jakimkolwiek momencie oceany Twojego spokoju. Popatrz na nich jak na kochające dusze, które dla Twojego rozwoju zgodziły się wejść w tak bardzo niewygodne role, bo Ty tak wybrałeś. Ty wybrałeś właśnie taką drogę rozwoju oraz taki sposób doświadczania, w takim, a nie innym gronie. Choć te role nie są ani przyjemne, ani łatwe. Te wszystkie trudne lekcje to umowy, to historie, które miały się wydarzyć byś dotarł głębiej do mocy transformacji – siebie i swojego rodu.
Szacunek i akceptacja. To dwa elementy, które mogą przenieść nas na wyżyny podczas obieranych ścieżek i doświadczeń. Szanuję i akceptuję Ciebie mamo i tato – daliście tyle ile mieliście – taka była wasza rola. Od tego zaczęłabym świadomy rozwój siebie – dla siebie przede wszystkim, dla swoich dzieci, a głębiej – dla całego rodu. Często to bardzo wymagająca i trudna dla nas chwila. By popłynęło właściwie i uwalniająco należy to wszystko przepuścić przez pole swojego serca – pole miłowania. Doświadczam cudu uwolnienia, gdy właśnie tak patrzę na wszystko to co mnie spotyka – nigdy nie jest to proste, lekkie i oczywiste, jednak motywujące wszelkie moje zasoby do odkrycia tajemnicy jaka jest subtelnie przykryta pod daną lekcją.
Jak wzmacniać siebie w dialogu z rodem
Jak wzmacniać siebie, by być gotowym na tak intymny dialog ze sobą samym przede wszystkim? Wiesz – to nie chodzi o to, by całe życie wygodnie obarczać ród, rodzinę, rodziców wszystkimi niepowodzeniami jakie Ciebie spotkały. Tutaj chodzi przede wszystkim o to, by wznieść się na wyżyny i z dalszej perspektywy odkryć co się zadziało, oraz dlaczego to wyryło głęboką bliznę w Tobie, a równolegle również na przestrzeni rodu. Aż woła, by spojrzeć na to z perspektywy zasobu i siły. By wyjść ponad płaszczyznę deficytów. By siebie samego obdarzyć głębokim zaufaniem – to ja dam sobie wszystko to czego zabrakło mi w tamtym momencie życia. Tak wygląda samouświadomienie i samorozwój.
Istnieje wiele technik wspierających odkrywanie i łączenie ze sobą lekcji przez jakie przechodzimy, z kropkami rodowymi naszych rodzin, naszych przodków.
Ważne by korzystać ze sprawdzonych specjalistów, którzy swój profesjonalizm gruntują właściwymi zasadami energetycznego BHP (bardzo ważne!).
Totalna Biologia
Channeling i praca z duchami przodków
Rysunek intuicyjny i praca z symbolem rodu
Medytacje rodowe samodzielne, bądź pod okiem doświadczonej osoby (zachęcam bardzo mocno tą formę, gdyż po zapoznaniu się z procesem takiej medytacji i po właściwym zrozumieniu – sami możemy to praktykować, gdy „zawoła”).
Gdziekolwiek się nie zacznie, najważniejsze by od początku czuć zaufanie i „chemię” do osoby, w której moce się skierujemy. Pamiętajmy o BHP, gdyż godząc się na pracę – otwieramy bardzo subtelny i intymny kanał wyższej komunikacji – dlatego niezbędne jest zachowanie właściwych warunków takiej pracy, w odpowiednim – w najlepszym – dla nas miejscu.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.



Drogi Czytelniku, jeśli te słowa w Tobie poruszyły coś głębokiego – pozwól sobie poczuć. Nie musisz od razu wszystkiego rozumieć ani układać w logiczne ramy. To, co ma się obudzić, i tak już w Tobie drga. Daj sobie przestrzeń, łagodność i czas. Pamiętaj – transformacja rodu zaczyna się od jednego kroku, a Ty już go zrobiłeś, sięgając po ten tekst <3