
Depresja – Lęk przed Przeszłością i Przyszłością
Czym jest depresja?
Temat depresji jest mi bardzo bliski. Dlatego chcę opowiedzieć o niej w nieco inny sposób.
Często mówi się, że „depresja to złość zwrócona do wewnątrz”.
– David R. Hawkins
W stanie depresyjnym człowiek boi się przeszłości i boi się przyszłości. Przeszłość boli. Przyszłość przeraża. Chyba nie ma osoby, która choć raz nie doświadczyła takiego stanu emocjonalnego, który odbiera siły do życia. To uczucie, w którym trudno oddychać, a jeszcze trudniej mieć nadzieję. Nikt nie jest całkowicie wolny od takich chwil. Ale każdy z nas ma wpływ na sposób, w jaki je przeżywa.
Oczywiście, aby mówić o depresji w sensie klinicznym, muszą być spełnione określone kryteria. Głęboki smutek sam w sobie nie jest jeszcze diagnozą. Jednak bywa bramą do miejsca, które potrafi wciągnąć bardzo głęboko. Depresja i poczucie beznadziei, to często skutek nieleczonego zespołu stresu pourazowego.
Więcej możesz przeczytać w tym artykule: Co się dzieje, gdy PTSD pozostaje nieleczone?
Jak powstaje depresja?
Kiedy pod wpływem trudnych doświadczeń doznajemy bolesnych uczuć, pierwszym odruchem jest chęć pozbycia się ich jak najszybciej. Nie chcemy czuć i pamiętać. Nie chcemy wracać.
Lęk przed bólem nie pozwala nam przeżyć emocji świadomie. Odwracamy wzrok, zamykamy oczy. Bo:
– smutek przypomina o zmarłej matce;
– bezsilność nosi imię zagubionego dziecka;
– poczucie winy ma twarz ukochanego, dla którego „nie byłam dość dobra”.
Niechciane uczucia przybierają twarz kogoś, po kim została pustka. Śmierć. Odrzucenie. Opuszczenie. Zdrada. Na początku pozwalamy tym emocjom zostać na chwilę. Wydaje się, że dzięki nim jesteśmy bliżej straty. Jakby ból był ostatnią nicią łączącą nas z tym, co odeszło. Jakby dopóki boli, to jeszcze „żyje”.
Nie zauważamy, że pielęgnowany smutek zapuszcza korzenie. Zajmuje coraz więcej miejsca. Przestrzeń w nas zamienia się w ciemną dolinę, z której nie widać światła. Z czasem dół, który kopaliśmy, by przechować stratę, staje się grobem. A w grobie nie ma życia.
W depresję łatwo wpaść wtedy, gdy to, co tracimy, było całym naszym światem. Gdy relacja, rola, marzenie czy człowiek stają się jedynym sensem istnienia. Gdy fundament pęka, wszystko się wali. Utrata celu bywa odczuwana jak śmierć.
Wyzwolenie
Dla mnie poruszającą metaforą wychodzenia z depresji jest biblijna przypowieść o Łazarzu.
Człowiek pogrążony w depresji często nie ma siły poprosić o pomoc. Nadzieja, że sam wyciągnie rękę, bywa bardzo mała. W tej przypowieści Jezus symbolizuje kogoś, kto przychodzi z zewnątrz – z wiarą, światłem, obecnością – i pomaga wyjść z grobu.
Łazarz wychodzi, ale ma związane ręce i nogi. Jest wolny, a jednocześnie nadal skrępowany. Tak jak człowiek, który przez lata zamrażał ból do tego stopnia, że przestał czuć cokolwiek. Nie mógł działać i nie mógł iść. Nie mógł żyć. Wyjście z„doliny śmierci” nie polega na ucieczce od emocji. Przeciwnie. To świadome przeżycie uczuć, od których odwracaliśmy wzrok. To powrót do miejsca, w którym zakopaliśmy stratę, nie żegnając się naprawdę. Wreszcie, to wpuszczenie światła do ciemnego dołu.
To pozwolenie sobie na smutek bez utożsamiania się z nim. Na lęk – bez poddawania się mu. Na poczucie winy – bez budowania z niego tożsamości.
Jest tylko jeden sposób – POPATRZEĆ.
Skierować wzrok na twarz ukochanej osoby. Z bólem. Z drżeniem. Bez ucieczki. Pozwolić odejść – zabierając ze sobą wspomnienia bliskości, radości, czułości. To trudne. Czasem bardzo.
Ale tylko wtedy nie zamykamy się na nowe życie.
Nie zdradzamy przeszłości, otwierając się na przyszłość.
Pozwalamy, by to, co było, stało się częścią nas – a nie naszym grobem.
Lidia Suberlak – Droga Serca
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


