Wybaczanie, Które nie Jest Potrzebne?
Czy naprawdę muszę wybaczać?
Wielu z nas zaczyna swoją wewnętrzną podróż od ogromnej potrzeby wybaczenia – innym, światu, sobie. Wydaje się to warunkiem dalszej drogi. Tak długo, jak czuję się ofiarą – relacji, dzieciństwa, niesprawiedliwości losu – wybaczanie wydaje się być konieczne. Jak plaster na ranę, jak ostatni krok, by „iść dalej”.
Ale co jeśli… wybaczanie to nie ostatni krok, lecz etap przejściowy?
Co jeśli z czasem pojawia się coś głębszego niż samo wybaczenie?
Kiedy zaczynam widzieć sercem
Na drodze serca wszystko się zmienia. Widzimy więcej, czujemy głębiej. Zaczynamy rozumieć, że każda trudność była zaproszeniem do spotkania z samą sobą. Że może… zanim się tu pojawiliśmy, wybraliśmy swoje lekcje. Może nie wszystko było przypadkiem?
Z tej perspektywy wybaczanie nie znika – ono się przekształca.
Już nie muszę wybaczać ojcu, że był surowy. Rozumiem, że dzięki temu dziś potrafię stawiać granice.
Nie muszę wybaczać sobie błędów – wiem, że wtedy nie potrafiłam inaczej.
A więc tu nie chodzi wcale o „muszę” lecz o zgodę. O miękkość wobec przeszłości. O łagodność wobec własnego braku świadomości.
Kiedy wybaczanie staje się niepotrzebne
Na pewnym etapie drogi serca, kiedy puszczam opór wobec tego, co było, wybaczanie przestaje być potrzebne. Bo nie ma już winnych. Nie ma ofiar. Nie ma złych decyzji.
Jest tylko droga – z całym jej światłem i cieniem.
I ja – pełna, niedoskonała, świadoma, ucząca się.
Wtedy mogę powiedzieć: nic nie muszę wybaczać, bo wszystko miało sens.
I to właśnie jest droga serca – droga, w której zamiast naprawiać przeszłość, uczę się jej ufać.
Odkryj więcej z Droga Serca - Lidia Suberlak
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.


